Prawa autorskie: Rys/ Mateusz Mirys / OKO.press Rys/ Mateusz Mirys /...
18 czerwca 2026
Historia imperium nie podpowiada Putinowi, jak wyjść z wojny nie do wygrania. Nie dlatego, że Rosja nie ma na koncie klęsk. Ma, ale ich nie przepracowała — rozmowa z dr. Bartłomiejem Gajosem.
Rosyjskie fantazje o kapitulacji Ukrainy nie mają dziś oparcia w rzeczywistości. Tymczasem wedle oficjalnej rosyjskiej opowieści o przeszłości Rosja zawsze zwycięża. Tak jak w 1945 r., tak i teraz zwyciężyć musi – inaczej przestanie istnieć.
Ukraina zaczęła właśnie przypominać, że to nie prawda. Nie tylko celnie trafiając w symbole rosyjskiej militarnej i gospodarczej potęgi. Ale też wprost przypominając prawdziwe katastrofalne rosyjskie klęski z ostatnich 200 lat.
Rosja nie raz przegrywała i nie przestawała istnieć – źle kończyła jednak często władza, która wojnę wywołała.
Agnieszka Jędrzejczyk, OKO.press: Rosja Putina ma na użytek świata i poddanych imperium narrację o tym, że Rosja zawsze wygrywa. Wojna w Ukrainie jest rekonstrukcją II wojny światowej i skończy się tak samo.
Ale perspektywa kremlowskiej ekipy nie kończy się na II wojnie. Putin w wypowiedziach publicznych powołuje się na carów z XVIII i XIX wieków, jego współpracownicy wspominają klęskę Rosji w I wojnie światowej, powstanie dekabrystów w 1825 r., polskie powstania.
Czego ich uczą rosyjskie wyobrażenia o przeszłości imperium? Z czym im może się kojarzyć obecna sytuacja i coraz większe kłopoty w wojnie z Ukrainą?
Dr Bartłomiej Gajos: Nie jest to łatwo wyłuskać z ich opowieści, ale możemy spróbować.
Rzeczywiście, w wersji na powszechny użytek podtrzymują wersję o trwającej II wojnie światowej. Przypominam sobie niedawną wypowiedź Margarity Simonian, szefowej propagandowego koncernu Russia Today, że wojna przeciwko Ukrainie to wielka wojna ojczyźniana 2.0. Ale sądzę, że tę opowieść o II wojnie światowej Kreml będzie stopniowo wyciszać.
Już teraz trochę to widać. Mówią np., że nie powtarzają II wojny, więc nie należy wojny z Ukrainą z nią porównywać. Tamta wojna ciągle trwa. Bo w 1945 r. nie było takiego „prawdziwego zwycięstwa”, gdyż Rosji nie udało się zlikwidować wszystkich wrogów, zwłaszcza w Ukrainie. Ostatnio „Wiesti” pokazały materiał o bezimiennych grobach Ukraińców wywożonych w latach 50. do łagrów – z komentarzem, że ci ludzie mają nadal następców wrogo nastawionych do Rosji. Więc wojna „musi trwać”.
Tak, ta gimnastyka, próby ukrycia faktu, że obecna wojna trwa już dłużej niż wojna Stalina z Hitlerem, wiąże się z tym, że stara opowieść o „rekonstrukcji” II wojny światowej przestała im pasować do rzeczywistości.
Wojna w Ukrainie trwa, a Rosjanie nie są pod Berlinem, ale ugrzęźli pod Pokrowskiem. Na Krymie dzisiaj brakuje paliwa, a w całej Rosji są kłopoty, bo Ukraińcy bardzo skutecznie uderzają w rafinerie. Kremlowskie elity nie wiedzą, w jaki sposób Rosja miałaby podporządkować sobie Ukrainę – a to był cel, który Putin sobie postawił w 2022 roku.
I rzeczywiście w Rosji pojawiają się teksty, których autorzy próbują zostawić na boku mit, że „Rosja zawsze zwycięża”, gdyż zdobyła Berlin w 1945 r. Sugerują, że warto by było obecną wojnę w Ukrainie po prostu zakończyć. Rosja ponosi zbyt duże koszty gospodarcze.
Rosyjskie niezależne medium „Dossier” publikowało ostatnio przeciek z administracji prezydenta Rosji, z prezentacji PR-ową, w jaki sposób można by zamrożenie obecnego konfliktu przedstawić jako sukces i zmniejszyć potencjalne napięcia społeczne.
Wystąpienia w tym duchu pojawiły się też na Moskiewskim Forum Ekonomicznym pod koniec maja. Akademik Nigmatulin mówił tam publicznie, że sytuacja gospodarcza Rosji jest fatalna i trzeba się zastanowić, „co z tym wszystkim zrobić”.
W prorządowej „Niezawisimoj Gazietie” ukazał się 10 czerwca tekst „Elementy stanu wojennego rozprzestrzeniają się na cały kraj”. To otwarte mówienie o problemie – bez eufemizmów w rodzaju „specjalnej operacji wojskowej”. Bo Ukraińcy atakują już całą Rosję i wojna, a nie żadna „operacja”, dotyka każdego Rosjanina.
To dlatego w oficjalnej opowieści nie ma już pewności siebie, którą widziałem jeszcze dwa, trzy lata temu. Nie ma też tej sprawności w wykorzystywaniu odniesień do przeszłości, żeby nadawać sens bieżącym wydarzeniom.
Ukraina rozwala mit założycielski „zwycięskiej Rosji” rakietami. Ale uderza też weń ideologicznie. Prezydent Zełenski w publicznym liście do Putina 4 czerwca przypomniał, czym się dla rządzących Rosją kończyły przegrane wojny, których nie potrafiła zatrzymać.
Rosja lubi przypominać o zwycięstwie nad Napoleonem i tym z 1945 r. Ale w ciągu 200 lat co najmniej trzy wojny zakończyły się dla Rosji klęskami: wojna krymska (1853-56), japońska (1903-4) i I wojna światowa.
Po liście Zełenskiego Ukraińcy zaatakowali siły bałtyckiej floty Rosji w Petersburgu (to tę flotę zniszczyli Japończycy w 1904 r.), a potem przypomnieli wojnę krymską: w Sewastopolu trafili w muzeum upamiętniające bohaterską, ale zakończoną kapitulacją obronę miasta w połowie XIX w.
Sprawozdając ten ukraińs…
Read the full article at OKO.press →