Prawa autorskie: Fot. Jakub Porzycki / Agencja Wyborcza.pl Fot. Jakub Porzycki ...
12 czerwca 2026
Do parlamentu startowali pod jednym szyldem. Dziś ich polityczne drogi – tak jak i losy samej Polski 2050 – mocno się rozeszły. Teraz splotą się ponownie, bo spośród zaledwie trójki małopolskich posłów z partii Szymona Hołowni aż dwóch zamierza wystartować w wyborach na prezydenta Krakowa. Z jakim skutkiem?
Paweł Śliz , poseł Polski 2050 znany m.in. z prac Komisji Śledczej ds. Pegasusa wystartuje w wyborach na prezydenta Krakowa – potwierdziło OKO.press. Z naszych informacji wynika, że oficjalne ogłoszenie kandydata Polski 2050 ma nastąpić w przyszłym tygodniu.
Najpewniej w Krakowie, bowiem krytyka sposobu ogłoszenia kandydatki KO i PSL na to stanowisko, jest tym, co mocno zjednoczyło rządowych koalicjantów Donalda Tuska.
Z zamiarem startu nosi się również Rafał Komarewicz, poseł i wieloletni krakowski radny. – Nie podjąłem oczywiście tej decyzji w 100 procentach. Poważnie jednak zastanawiam się nad wystartowaniem. Motywują i przekonują mnie do tego moi współpracownicy, ale także sama Koalicja 15 października. Jestem krakusem i nie wyobrażam sobie, żeby prezydentem mojego miasta był ktoś, kto tym miastem nie żyje i priorytety widzi w Warszawie – mówi nam poseł Centrum. To klub parlamentarny złożony z polityków, którzy opuścili szeregi partii Hołowni i którym zawiaduje Paulina Hennig-Kloska.
Dla Śliza i Komarewicza krakowskie wybory to być może ostatnia szansa na pozostanie w dużej polityce.
Śliz i Komarewicz byliby trzynastym i czternastym nazwiskiem na liście kandydatów na nowego prezydenta Krakowa. Przypomnijmy krótko: 24 maja 2026 roku krakowianie odwołali w referendum prezydenta Aleksandra Miszalskiego z KO po zaledwie dwóch latach na urzędzie.
Kraków czekają teraz nowe wybory. Muszą odbyć się maksymalnie 90 dni po wygaszeniu mandatu prezydenta i publikacji wyników referendum. Czas ten w teorii liczy się od 26 maja, a więc wybory winny odbyć się pod koniec sierpnia. Tyle teorii, bowiem do sądu złożono aż cztery protesty wyborcze. I nawet jeśli sąd je oddali, to pozostają jeszcze zażalenia, z których strony zapewne skorzystają – a to umożliwia przesunięcie wyborów nawet o miesiąc, na koniec września. Czyli na termin politycznie o wiele dogodniejszy niż wakacyjna sierpniowa niedziela.
Jak wskazywał w rozmowie z OKO.press politolog z UJ, prof. Marek Bankowicz, krakowskie wybory wyjątkowo przyciągają kandydatów z różnych stron i opcji politycznych. Chodzi tutaj bowiem głównie o czas. Kraków wybierze prezydenta około rok przed wyborami parlamentarnymi. Dla wielu polityków i partii politycznych to szansa na przetestowanie społecznego poparcia, zbadanie nastrojów przed wyborami, swoista prekampania przed czasem wyboru reprezentantów do Sejmu i Senatu.
Kampania Rafała Komarewicza w Krakowie w 2019 roku. Fot. Jakub Włodek/Agencja Wyborcza.pl Dla polityków związanych niegdyś z ugrupowaniem Szymona Hołowni to polityczne być albo nie być. Najnowszy (z 12 czerwca) sondaż wyborczy jasno wskazuje , że Polska 2050 „cieszy się” poparciem rzędu 1,8 procent, mniejszym nawet niż PSL czy Razem. A ugrupowania Centrum Polacy w sondażach nie widzą w ogóle.
Śliz i Komarewicz walczą więc o rozpoznawalność. Nie liczą z pewnością na prezydenturę – ale na zauważenie przez większych graczy i relatywnie dobry wynik, który dałby im szansę na negocjację ewentualnych miejsc na listach wyborczych w innych partiach czy w razie wspólnego startu w ramach koalicji. Posłowie mogą też liczyć na wytyczoną już w Krakowie drogę prof. Stanisława Mazura, byłego rektora Uniwersytetu Ekonomicznego, który przed dwoma laty startował w wyborach, by na ostatniej prostej wycofać się, poprzeć Aleksandra Miszalskiego i otrzymać za to fotel wiceprezydenta miasta.
Rafał Komarewicz już w przeszłości walczył o fotel prezydenta. I powszechnie wiadomo, że ma niego chętkę, choć bez większych sukcesów. Dwa lata temu, w czasach, gdy Polska 2050 była zaliczana do większych, istotnych partii na polskiej scenie politycznej, Komarewicz zgromadził niespełna 10 tysięcy głosów, co dało mu porywające 3 procent głosów i przedostatni wynik w wyborach.
– To były inne czasy – mówi dziś Komarewicz. – Wówczas górę brały kwestie światopoglądowe, polityka krajowa, spory o aborcję. Teraz w Krakowie rozmawiamy… o Krakowie. O tym, żeby koszty życia były mniejsze, Strefa Czystego Transportu nie była rozlana na cały Kraków, a ograniczyła się do I obwodnicy. Żeby Nowa Huta nie stała w korkach, a ludziom po prostu lepiej się żyło. Wybory lokalne rządzą się swoją dynamiką. Podkreślam raz jeszcze: kandydatem nie jestem. Ale skłaniam się do startu – zapewnia Komarewicz.
Komarewicz był sejmową jedynką Polski 2050 w ostatnich wyborach parlamentarnych. W samym Krakowie zebrał 34 tys. głosów, co dało mu trzeci wynik w mieście (po Bartłomieju Sienkiewiczu i Małgorzacie Wassermann, jedynkach KO i PiS). Paweł Śliz – prawnik z Krakowa, startował z okręgu obejmującego m.in. Wadowice i Oświęcim i nie…
Read the full article at OKO.press →