Prawa autorskie: Photo by YAMIL LAgencja GazetaE / AFP Photo by YAMIL LAgen...
14 czerwca 2026
Odległa o 150 km od wybrzeży USA Kuba od dekad urąga amerykańskiej potędze. Jednak na wyspie przecina się tyle geopolitycznych osi konfliktu, że amerykański sekretarz stanu Marco Rubio i inne jastrzębie administracji Trumpa powinni przemyśleć scenariusz ataku znacznie staranniej, niż zrobili to w przypadku Iranu.
Sprawa Kuby od dziesięcioleci unosi się nad amerykańską prawicą jak aura niedokończonej zimnej wojny. Wracała w przemówieniach, kampaniach wyborczych i rodzinnych opowieściach emigrantów z Miami, ale mimo sankcji, gróźb i rytualnych zaklęć zapowiadających rychły koniec kubańskiego rządu, pozostawała poza zasięgiem sprawstwa Waszyngtonu.
Dziś po raz pierwszy od bardzo dawna część rządzących nad Potomakiem może uznać, że historia daje im szansę na domknięcie tego rozdziału. Tyle że każda próba przyspieszenia upadku Hawany niesie ryzyko kryzysu większego niż sama Kuba.
Jeszcze kilka miesięcy temu sama sugestia, że Stany Zjednoczone mogłyby rozważać operację wojskową przeciwko Kubie, brzmiałaby jak polityczna fantazja albo nostalgiczny sen części emigracyjnej prawicy z Miami. Dziś temat wrócił do amerykańskiej debaty w sposób zaskakująco konkretny. W Waszyngtonie coraz częściej mówi się nie tylko o zaostrzeniu sankcji, ale również o scenariuszu zakładającym użycie siły.
Pentagon analizuje różne warianty działania, od „ograniczonych uderzeń na wybrane cele” (ulubiony slogan Trumpa i jego ludzi) po operacje przypominające amerykańskie interwencje w Panamie czy – tylko do pewnego stopnia – tegoroczną akcję przeciwko reżimowi Nicolása Maduro w Wenezueli, którego w zasadzie chirurgicznie porwano. Obalony satrapa czeka na proces przed federalnym sądem w Nowym Jorku.
Tłem tych rozmów jest najpoważniejszy kryzys kubańskiego państwa od lat dziewięćdziesiątych. Administracja Donalda Trumpa stopniowo zwiększa presję ekonomiczną na nieodległą wyspę, ograniczając dostawy ropy i otwarcie sugerując, że obecny system polityczny na Kubie nie ma przyszłości. W Hawanie coraz częściej słychać oskarżenia, że Stany Zjednoczone próbują stworzyć warunki prowadzące do destabilizacji kraju, a następnie wykorzystać powstały chaos jako uzasadnienie dalszej eskalacji.
Równocześnie atmosfera wokół wyspy zaczyna przypominać momentami najgorętsze epizody wojny, skądinąd zwanej zimną . Amerykańskie media opisują obawy związane z kubańskimi dronami pozyskiwanymi z Rosji i Iranu, Pentagon wzmacnia obecność wojskową w regionie, a przedstawiciele władz w Hawanie mówią już wprost o ryzyku amerykańskiej agresji militarnej. Pytanie nie brzmi już tylko, czy Kuba przetrwa kolejny kryzys gospodarczy.
Coraz częściej rozważa się, jak daleko posunie się Waszyngton, by zmienić władzę 90 mil od Florydy.
Nie oznacza to jednak, że w Waszyngtonie wszyscy myślą o Kubie w kategoriach inwazji . Drugi scenariusz zakłada wymianę kierownictwa państwa przy zachowaniu zasadniczej konstrukcji reżimu. Część analityków porównuje go do wydarzeń w Wenezueli, gdzie odsunięcie Nicolása Maduro nie doprowadziło do rozpadu państwa, lecz do przejęcia sterów przez nowe kierownictwo, gotowe do rozmów z administracją Trumpa.
Sam Trump sugeruje, że tego rodzaju kontakty z Kubą już istnieją. W maju napisał, że „Kuba prosi o pomoc” i że rozmowy są prowadzone. Kilka dni później dyrektor CIA John Ratcliffe spotkał się z przedstawicielami kubańskich władz, w tym z Raúlem Guillermo Rodríguezem Castro, wnukiem poprzedniego I sekretarza Komunistycznej Partii Kuby (hiszp. PCC) Raúla Castro, oraz ministrem spraw wewnętrznych Lázaro Álvarezem Casasem.
Z kolei amerykański szef dyplomacji Marco Rubio deklaruje, że preferowanym rozwiązaniem pozostaje „wynegocjowane porozumienie”. Według sygnałów płynących z rządu miałoby ono obejmować częściowe otwarcie gospodarki, większą obecność zagranicznego kapitału, udział środowisk emigracyjnych w odbudowie kraju oraz ograniczenie rosyjskich i chińskich wpływów na wyspie.
Problem polega na tym, że Kuba nie jest Wenezuelą. Eksperci zwracają uwagę, że trudno wskazać polityka, który mógłby odegrać rolę kubańskiej Delcy Rodríguez i przeprowadzić kontrolowaną transformację. Władza na wyspie ma formę bardziej zamkniętą, mniej spersonalizowaną i silniej osadzoną w instytucjach bezpieczeństwa. Trump może więc szukać nie tyle konkretnego następcy, ile całej formuły przejściowego rządzenia.
W tym miejscu trzeba jednak dopowiedzieć rzecz kluczową.
Na Kubie żadna kontrolowana transformacja nie może dokonać się bez wojska.
Rewolucyjne Siły Zbrojne nie są wyłącznie armią w klasycznym sensie. Poprzez holding GAESA, czyli Grupo de Administración Empresarial, kontrolują znaczną część najbardziej dochodowych sektorów gospodarki: turystykę, handel detaliczny w walutach wymienialnych, finanse, logistykę, port Mariel, sieci hoteli i przedsiębiorstwa obsługujące napływ dewiz.
Reuters pisał w maju, że GAESA jest rozległym konglomeratem wojskowych przedsiębiorstw, powszechnie…
Read the full article at OKO.press →