Prawa autorskie: Mandel NGAN / POOL / AFP Mandel NGAN / POOL /...
18 czerwca 2026
Najbogatsze kraje wspólnoty chcą zmniejszyć budżet UE na kolejną siedmioletnią perspektywę. Jeśli im się uda, Polska zostanie w tyle i straci szansę na skok rozwojowy, w tym także na transformację energetyczną.
Po kryzysach z ostatnich lat wiele państw notuje rekordowe długi, a jednocześnie wydaje rekordowe pieniądze na wzmocnienie obronności. Rządy coraz mocniej tną wydatki poza własnymi krajami, a coraz bardziej koncentrują się na sobie.
Robią to nie tylko Amerykanie pod wodzą Donalda Trumpa, który drastycznie ograniczył pomoc międzynarodową USA. Strategię tę wdrażają też m.in. Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Szwecja i Holandia.
Ale co ma do tego rozwój Polski i przyszły budżet unijny?
W najbliższych miesiącach jedną z najważniejszych spraw do załatwienia będzie osiągnięcie porozumienia w sprawie budżetu Unii Europejskiej na lata 2028-2034.
Do tej pory nad przedstawioną rok temu propozycją Komisji Europejskiej pochylił się Parlament Europejski, który uzgodnił już stanowisko negocjacyjne. Ostatnio o przyszłej „siedmiolatce” rozmawiała też Rada UE, czyli ministrowie z państw wspólnoty. W dniach 18–19 czerwca po raz pierwszy nad nową perspektywą pochylą się szefowie rządów, którzy wyznaczają ogólny kierunek polityczny UE, czyli Rada Europejska.
Bogatsze państwa, które ograniczają pomoc międzynarodową, chcą też ograniczać swoje wydatki na poziomie unijnym. Rosnąca presja fiskalna i rosnące napięcia społeczne sprawiają, że rola płatników netto jest im coraz mniej na rękę. Dlatego takie kraje jak Niemcy, Szwecja czy Holandia dążą do tego, by budżet UE ograniczyć.
Z drugiej strony jest zaś grupa 16 państw, które określają się mianem „Przyjaciół Spójności”.
Jej nadrzędny cel to wywalczenie jak największego budżetu UE, bo i dzięki temu jak największy będzie ich kawałek tortu. Grupie tej przewodzi Polska.
Przez najbliższe miesiące każde z państw będzie więc ze wszystkich sił przeciągać kołdrę w swoją stronę. „Ponieważ przyjęcie budżetu wymaga jednomyślności państw członkowskich, można się spodziewać, że to przeciąganie trochę jeszcze potrwa” – mówi w rozmowie z OKO.press Jakub Safjański, ekspert Konfederacji Lewiatan, najbardziej wpływowej organizacji biznesowej w Polsce.
Jeżeli Niemcom z bogatymi sojusznikami uda się ją przeciągnąć na zachodnią stronę Odry, zrodzi to poważne ryzyko powstania „Europy dwóch prędkości”. Polsce, która do tej pory była największym beneficjentem unijnego budżetu, groziłby powrót do grona państw rozwijających się wolniej.
„Bez silnych ogólnoeuropejskich ram wsparcia istnieje ryzyko, że bogatsze państwa będą transformować się szybciej, a kraje nadal nadrabiające dystans rozwojowy, takie jak Polska, pozostaną pod większą presją kosztową i konkurencyjną. To zagrożenie dla całej Unii. W zintegrowanym wspólnym rynku trwałe różnice w kosztach energii i odporności przemysłowej osłabiają wszystkich” – piszą we wspólnym apelu Zofia Wetmańska, wiceprezeska Instytutu Reform i Marek Górski, prezydent Konfederacji Lewiatan.
Dlatego wspólne europejskie finansowanie, jak podkreślają autorzy apelu , jest dziś koniecznością.
„Wiele inwestycji mających się pojawić w nowym budżecie to takie, które zarówno obniżają koszty funkcjonowania systemu energetycznego, jak i zwiększają naszą niezależność i odporność naszej gospodarki na szoki systemowe – jak wojna, pandemia czy zaburzenia w łańcuchach dostaw” – tłumaczy OKO.press ekspertka Instytutu Reform, think tanku zajmującego się transformacją energetyczną.
A transformacja łączy się z tym wszystkim bardzo mocno.
Trzeba odchodzić od paliw kopalnych, by chronić klimat? Argument ten, choć niesłychanie ważny, jest też równie nieskuteczny. W ostatnich latach ta narracja zaczęła znikać coraz szybciej i z ust polityków, i z oczekiwań wyborców, i z deklaracji wielkiego biznesu. Ale paradoksalnie szansa na transformację energetyczną, w tym właśnie odchodzenie od paliw kopalnych, jeszcze nigdy nie była tak duża, jak dziś.
W latach 90. XX w. sztab wyborczy Billa Clintona żył wokół hasła: „Ekonomia, głupcze!” Zapisanie tego zwrotu w widocznym miejscu miało przypominać jego ekipie, że najważniejszym tematem kampanii wyborczej w USA jest stan gospodarki. W przypadku Unii Europejskiej i Polski na nadrzędne przesłanie obecnej dekady wyrasta „Bezpieczeństwo, głupcze!”
I to bezpieczeństwo rozumiane nie tylko w sensie militarnym.
Kolejne kryzysy (pandemia, wojna w Ukrainie, wojna w Iranie) sprawiły, że choć perspektywa klimatyczna poszła w odstawkę, to jednocześnie na pierwsze miejsce w debacie wysunęła się perspektywa bezpieczeństwa energetycznego. Pod pojęciem tym kryje się nie tylko zapewnienie dostępu do energii (elektrycznej, cieplnej, z paliw itp.), ale i dostarczenie tej energii w przystępnej i stabilnej cenie.
W sytuacji, gdy Polska importuje blisko połowę energii, z czego niemal 100 proc. ropy i 80 proc. gazu, bezpieczeństwo, niezależność, suwerenność i inne dumnie brzmiące rzeczowniki…
Read the full article at OKO.press →