Prawa autorskie: Fot . Robert Robaszewski / Agencja Wyborcza.pl Fot . Robert Robasze...
16 czerwca 2026
Nie mamy nieskończonej liczby lekarzy, pielęgniarek, pieniędzy, łóżek, aparatów diagnostycznych. Pytanie więc, jak najlepiej wydać pieniądze, którymi dysponujemy. Ekonomika zdrowia pokazuje, ile kosztuje uzyskanie (dodatkowego) efektu zdrowotnego i jakie są konsekwencje różnych decyzji. Ale nie mówi: temu pomagamy, a temu nie.
W ostatnich tygodniach cała Polska dyskutowała o internetowych zbiórkach na leczenie, w tym na bardzo kosztowne terapie. Dlaczego część terapii genowych nie trafia do refundacji i ludzie zwracają się w stronę zbiórek?
Prof. Marcin Czech: Spójrzmy na ostatnią zbiórkę Łatwoganga. Mówimy o terapii genowej stosowanej w dystrofii mięśniowej Duchenne’a. To bardzo ciężka choroba, w której mięśnie stopniowo tracą zdolność prawidłowego funkcjonowania. Najpierw pogarsza się poruszanie, później używanie rąk, wykonywanie podstawowych czynności, aż w końcu choroba obejmuje także mięśnie oddechowe.
Istnieje terapia genowa, która została dopuszczona w Stanach Zjednoczonych przez FDA, choć pod pewnymi warunkami.
Natomiast Europejska Agencja Leków, czyli EMA, jej nie zarejestrowała.
Dlaczego?
Bo uznała, że skuteczność tej terapii jest bardzo niska albo niewystarczająco udowodniona.
W takich sytuacjach agencje rejestracyjne zawsze patrzą na stosunek korzyści do ryzyka. Jeżeli efekt jest słaby, a ryzyko istotne, bo są skutki uboczne, to nieetyczne byłoby dopuszczenie na rynek terapii, która może zadziałać bardzo słabo albo właściwie nie zadziałać wcale, lub zaszkodzić. Urzędnicy nie mogą tego normalnie zrefundować, bo spotkaliby się z zarzutem, że środki publiczne można było wydać lepiej.
Jeśli decydenci po analizie badań uznają, że terapia nie nadaje się do stosowania w Unii Europejskiej, to lekarze w Polsce nie mają legalnie dostępnego leku, który mogliby podać pacjentowi.
Dlaczego w niektórych przypadkach lekarze nie chcą podawać pacjentom tych leków, nawet jeśli udało się zebrać środki za pomocą zbiórki?
Lekarze czytają te same badania. Jeśli widzą, że lek działa bardzo słabo albo wcale, nie chcą go stosować. Po pierwsze dlatego, że musieliby podać terapię niezarejestrowaną w Europie, czyli działać na granicy prawa albo poza nim. Po drugie dlatego, że mogliby zaszkodzić pacjentowi. Lekarz nie jest od tego, żeby podejmować tak wysokie ryzyko tylko dlatego, że istnieje dramatyczna potrzeba i ogromna presja emocjonalna.
Z punktu widzenia rodzica wygląda to oczywiście zupełnie inaczej. Matka czy ojciec zrobią wszystko, żeby ratować dziecko.
A jak pan jako lekarz ocenia etyczność takich zbiórek?
Moim zdaniem w wielu przypadkach jest to głęboko problematyczne etycznie i sprzeczne z logiką ekonomiki zdrowia. Za te same pieniądze można by było uratować albo poprawić życie znacznie większej liczby osób. Tymczasem tutaj efekt jest niepewny, a czasem można wręcz powiedzieć, że przy danej technologii skazany na niepowodzenie.
Kto więc na tym zyskuje? Rodzina zyskuje nadzieję. Taka zbiórka kupuje nadzieję, ale często niewiele więcej.
Czym w takim razie zajmuje się ekonomika zdrowia? I jak ma się do niej farmakoekonomika, którą się Pan zajmuje?
Ekonomika zdrowia zajmuje się tym, jak alokować zasoby w systemie ochrony zdrowia. Nie mamy nieskończonej liczby lekarzy, pielęgniarek, pieniędzy, łóżek, aparatów diagnostycznych, sal operacyjnych czy czasu specjalistów. Te zasoby muszą być w jakiś sposób rozdzielone. Lekarz może leczyć chorego albo szczepić zdrową osobę, żeby nie zachorowała. Pieniądze mogą iść na sprzęt albo na kampanie profilaktyczne czy edukacyjne.
Medycyna obejmuje diagnostykę, profilaktykę, szczepienia, programy przesiewowe, leczenie operacyjne, organizację świadczeń, a także technologie medyczne. Przy czym technologią medyczną jest właściwie wszystko, co możemy zrobić w ochronie zdrowia: badanie, procedura, operacja, szczepienie, lek, wyrób medyczny czy sposób organizacji opieki.
Farmakoekonomika jest węższa. Dotyczy ekonomicznej oceny leków i terapii lekowych. Sama nazwa pochodzi od farmakon , czyli lek, i ekonomii, czyli gospodarowania. Jeśli mamy dwa leki albo dwie ścieżki leczenia, pytamy: ile kosztują, jakie dają efekty, ile zdrowia zyskujemy i czy przy danych środkach publicznych jest to uzasadnione.
Na wykładach czy w podręcznikach do ekonomiki zdrowia powtarza się, że w ochronie zdrowia mamy ograniczone zasoby i nieograniczone potrzeby. Dlaczego? Przecież liczba ludzi jest skończona, mamy określony katalog chorób, procedur.
Bo medycyna nie stoi w miejscu. Mamy coraz doskonalszą diagnostykę: tomografię, rezonans, USG, badania izotopowe, coraz dokładniejsze obrazowanie serca, przepływów, zastawek. Możemy zajrzeć coraz głębiej w organizm człowieka i zobaczyć rzeczy, których kiedyś nie widzieliśmy. Mamy też coraz więcej terapii: lekowych, operacyjnych, genowych, robotycznych, zaawansowanych technologicznie. Jednocześnie potrzeby zdrowotne rosną właściwie bez końca. Możemy coraz dokładniej d…
Read the full article at OKO.press →