Prawa autorskie: Foto Roman PILIPEY / AFP Foto Roman PILIPEY /...
13 czerwca 2026
Lądowy front wojny w Ukrainie jest wciąż statyczny. Walki mimo znacznych ofiar przynoszą zmiany o kilka kilometrów. Tymczasem kampanie uderzeń lotniczych, zarówno w głębi terytorium Rosji, jak i na zapleczu frontu, nie ustają. Czy mogą zdecydować o losie wojny?
Po ponad czterech latach od pełnoskalowej agresji Rosji sytuacja ogólna przypominać może obraz znany z zachodniego frontu I wojny światowej. Wprawdzie linię okopów zastąpiła strefa walk, w której walczą rozproszone z konieczności poddziały piechoty, wspierane przez wozy bojowe, artylerię oraz załogowe i bezzałogowe lotnictwo – ale rezultat jest podobny.
Sukcesem jest zajęcie kolejnego osiedla, przesunięcie obszaru kontrolowanego przez jedną ze stron o kilka kilometrów. I nie ma to przełożenia na wynik wojny.
Aby manewr na polu walki faktycznie przyniósł większe rezultaty – w skali operacyjnej czy wręcz strategicznej, na podobieństwo walk, jakie toczyły się podczas II wojny światowej na zachodnim lub wschodnim froncie, musi zostać spełnionych kilka warunków.
Po pierwsze, atakujący musi móc skoncentrować siły, i to w co najmniej dwóch rzutach. Pierwszy rzut przełamuje obronę przeciwnika, w wybranym – najlepiej najsłabiej bronionym i dogodnym terenowo miejscu, po czym do walki wchodzi rzut drugi. Złożony ze świeżych sił. Mający za zadanie wykorzystać przełamanie frontu, rozwinąć natarcie w głąb ugrupowania przeciwnika, zająć wskazane obszary i obiekty, a zwłaszcza zdezorganizować sieci zaopatrzenia i łączności.
Idealnym scenariuszem jest przy tym nie tyle zniszczenie całości sił przeciwnika, ile ich rozbicie, podzielenie na mniejsze odcięte od siebie zgrupowania. Istotne jest bowiem zajęcie kluczowych obiektów – jak choćby mostów i węzłów komunikacyjnych czy obszarów – takich, na których można przygotować obronę, aby później z nich wyprowadzać kolejne uderzenia.
Analogicznie, obrona manewrowa polega na przemieszczaniu własnych sił i koncentrowaniu wysiłku tam, gdzie to jest niezbędne, przemieszczając własne wojska z pozycji na pozycję, starając się przeciwnika spowolnić, ograniczyć jego ruch a własne siły moc skoncentrować i wyprowadzić kontratak tam, gdzie przyniesie to najlepsze rezultaty.
Łatwo zauważyć, że wojna manewrowa wymaga właśnie swobody manewru i koncentracji sił. Tymczasem pole walki w Ukrainie okazuje się od kilku lat manewrowi niesprzyjające – bezzałogowe środki rozpoznania wykrywają zgrupowania sił, na które spada ogień artylerii oraz uderzenia lotnicze.
Siła ognia uzyskała dawno nieobserwowaną przewagę nad manewrem.
Oznacza to, że wojna lądowa staje się wojną na wyczerpanie,
ta strona, która pierwsza straci na tyle dużo ludzi oraz sprzętu, że przestanie być w stanie dźwigać ciężar wojny – przegra.
Taki stan rzeczy oznacza jednak, że musi znaleźć się jakieś rozwiązanie alternatywne. Sposób osiągnięcia celów strategicznych, który nie wymaga toczenia kosztownej i destrukcyjnej wojny na wyczerpanie. Taką szansę daje lotnictwo – w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu.
I od zakończenia I wojny światowej poszukiwano takiej alternatywy zarówno w teoretycznych rozważaniach (choćby w fundamentalnej książce G. Douheta „Panowanie w powietrzu”), jak i również w praktyce, zwłaszcza podczas II wojny światowej i późniejszych konfliktów.
Użycie lotnictwa, aby wesprzeć działania lądowe, można z grubsza podzielić na trzy obszary.
Pierwszym jest bezpośrednie wsparcie lotnicze. Jest to użycie lotnictwa do atakowania tych sił przeciwnika, z którymi aktualnie walczą własne wojska lądowe. I to z reguły właśnie oddziały na lądzie określają cele do ataku i naprowadzają uderzenia.
Do tego można wykorzystywać szereg narzędzi, które muszą spełniać jeden warunek – mają skutecznie zniszczyć wrogi bunkier, czołg czy gniazdo karabinów maszynowych, by umożliwić ominięcie lub przełamanie obrony przeciwnika.
Stąd też do tego celu stosowane były i są różne typy samolotów, śmigłowców czy też bezzałogowych statków powietrznych. Oprócz lotnictwa uzupełnia je artyleria, zwłaszcza lufowa (haubice, moździerze). Jest to mimo technicznego skomplikowania (w końcu razi się cele będące blisko własnych wojsk, więc margines błędu jest mały) zadanie względnie proste, sprowadzające do bombardowania i ostrzeliwania celów na linii frontu.
Drugim jest izolacja pola walki . Polega ona na atakowaniu terenów położonych za linią frontu, tam, gdzie przebiegają linie zaopatrzenia, którymi transportowane są wojska przeznaczone do użycia w walce, paliwo, amunicja i inne rodzaj zaopatrzenia.
To osłabia siły, które są na froncie – posiłki i zaopatrzenie docierają z opóźnieniem, jeśli w ogóle, a jeśli trafią na front, to w mniejszej ilości niż zakładano. To oznacza, że planowany atak nie dojdzie do skutku lub będzie słabszy, osłabione zostaną także możliwości obrony.
Aby wykonać taką misję, potrzebne są informacje o trasach wykorzystywanych przez przeciwnika – o ich położeniu oraz o natężeniu czy harmonogramie ruchu, o…
Read the full article at OKO.press →