Prawa autorskie: fot. Rada Europejska mat. pras. fot. Rada Europejska...
18 czerwca 2026
Podczas dwudniowego szczytu UE przywódcy będą rozmawiać o tym, jak bronić europejskiej gospodarki przed coraz silniejszą konkurencją ze strony Chin i Stanów Zjednoczonych oraz kto zapłaci za tę strategię w kolejnych latach
UE szuka sposobu, jak obronić swoją bazę przemysłową przed presją ze strony Chin i USA, a jednocześnie zastanawia się, skąd w nowym budżecie wziąć pieniądze na realizację tej strategii.
Europejski przemysł stracił milion miejsc pracy w latach 2019-2025 m.in. w związku z nieuczciwymi praktykami handlowymi i nadwyżkami mocy produkcyjnych poza Unią – wskazują Polska, Francja, Włochy, Holandia i Litwa w specjalnie przygotowanym na szczyt dokumencie.
Państwa te uważają, że dotychczasowe instrumenty ochrony handlu nie odpowiadają na skalę wyzwań. Domagają się wzmocnienia unijnych narzędzi antydumpingowych i antysubsydyjnych, łatwiejszego zwalczania obchodzenia ceł oraz częstszego stosowania środków ochronnych wobec całych sektorów gospodarki.
Ich zdaniem:
firmy spoza UE nie powinny móc uciekać z kraju objętego cłami do innego państwa tylko po to, żeby taniej sprzedawać do UE;
subsydia powinny być śledzone w całych międzynarodowych grupach kapitałowych, a nie tylko w jednym kraju;
UE powinna dysponować instrumentem pozwalającym reagować na nadmierne zależności od importu produktów i surowców kluczowych dla bezpieczeństwa gospodarczego.
„Rosnąca nierównowaga warunków konkurencji dla europejskiej bazy przemysłowej oraz ryzyko utraty kluczowych zdolności produkcyjnych i strategicznych sektorów nie mogą być ignorowane i wymagają odpowiedniej odpowiedzi (...) Obowiązkiem Unii jest przywrócenie równych warunków konkurencji na własnym rynku i w relacjach z partnerami handlowymi” – czytamy w dokumencie.
Problemem są m.in. praktyki obchodzenia unijnych ceł przez przenoszenie części produkcji lub montażu do państw trzecich lub ukrywanie subsydiów poprzez niejasne przepływy finansowe między spółkami w grupie kapitałowej. W dokumencie wskazano przykłady stali nierdzewnej z Indonezji trafiającej na unijny rynek przez Tajwan, Wietnam lub Turcję czy amerykańskiego biodiesla eksportowanego do Europy za pośrednictwem Kanady.
Jeszcze kilka lat temu UE próbowała przede wszystkim bronić otwartego systemu handlowego. Dziś przywódcy dyskutują o tym, jak chronić europejski przemysł w świecie, w którym zarówno Chiny, jak i USA prowadzą coraz bardziej agresywną politykę przemysłową.
Debata odbędzie się kilka dni po szczycie G7, podczas którego państwa zachodnie ponownie wskazywały na skutki chińskich nadwyżek produkcyjnych dla światowej gospodarki. W tym tygodniu, 16 czerwca, Parlament Europejski przegłosował także dwa akty prawne umożliwiające wejście w życie bardzo niekorzystnej dla europejskich eksporterów umowy handlowej UE-USA.
50-procentowe cła niemal na cały europejski eksport do USA, w zamian za w większości zerowe cła na amerykański eksport do UE, już niebawem staną się faktem.
Autorzy dokumentu proponują m.in.:
zaostrzenie zasad dotyczących montażu poza krajem objętym restrykcjami,
stworzenie mechanizmów reagowania na relokację firm państw objętych środkami ochrony, które przenoszą się do państw trzecich, by omijać nałożone ograniczenia,
umożliwienie nakładania ceł wyrównawczych na poziomie konkretnej firmy, dzięki śledzeniu przepływu dotacji z zagranicznej firmy-matki do jej zagranicznych filii,
opracowanie nowego „instrumentu odporności”, który pozwalałby UE reagować w sytuacji nadmiernego uzależnienia od importu kluczowych produktów lub surowców spoza Unii. W takich przypadkach Bruksela mogłaby stosować dodatkowe cła lub inne środki ochronne, aby ograniczyć strategiczne zależności i chronić europejską produkcję.
Przywódcy mają się też zastanawiać nad tym, jaką strategię UE powinna przyjąć wobec Chin. W Brukseli coraz częściej słychać głosy, że niezbędny jest „de-risking”, czyli ograniczanie ryzyk związanych z nadmierną zależnością od Chin, a nie „de-coupling”, czyli rozdzielanie gospodarek.
Według przewodniczącego komisji handlu międzynarodowego Parlamentu Europejskiego Bernda Langego Chiny produkują ponad 30 proc. światowych dóbr, konsumując jedynie około 13 proc. Globalna nadwyżka trafia na rynki zagraniczne, wywierając presję cenową na producentów w Europie i innych częściach świata. Lange argumentuje, że część tej przewagi wynika z subsydiów państwowych, które według różnych szacunków odpowiadają za około 4,4 proc. chińskiego PKB.
Lange odrzuca pomysł gospodarczego odcięcia się od Chin. Podkreśla, że UE i Chiny odpowiadają łącznie za ponad jedną trzecią światowego handlu i PKB, dlatego zerwanie relacji gospodarczych nie wchodzi w grę. Jego zdaniem Europa powinna ograniczać strategiczne zależności, dywersyfikować łańcuchy dostaw i skuteczniej przeciwdziałać nieuczciwej konkurencji, jednocześnie utrzymując dialog handlowy z Pekinem.
Zwolennikami bardziej asertywnej polityki wobec Pekinu są przede wszystkim Francja…
Read the full article at OKO.press →