Do niebezpiecznego zdarzenia z udziałem pasażerskiego odrzutowca Boeing 737-800 doszło w środę wieczorem. Samolot wystartował z Soczi i miał lecieć do Archangielska, jednak nad Morzem Czarnym pilot nadał sygnał 7700. Jest to kod, który wskazuje na sytuację awaryjną lub niebezpieczeństwo na pokładzie.
Po nadaniu sygnału maszyna zniknęła z radaru, ale po chwili pojawiła się na nim ponownie. Według rosyjskich mediów samolot prawdopodobnie zrzucał paliwo przed awaryjnym lądowaniem na lotnisku w Soczi. Po godzinie 23:30 poinformowano, że Boeing bezpiecznie wylądował. W zdarzeniu nikt nie ucierpiał. Wstępne raporty wskazują, że przyczyną sygnału SOS mogła być awaria silnika.
Problemy rosyjskiego lotnictwa. Eksperci skarżyli się od dawna
To kolejny niebezpieczny incydent z udziałem rosyjskiego samolotu. 24 lipca zeszłego roku w obwodzie amurskim rozbił się samolot pasażerski An-24 z 43 osobami na pokładzie. Podczas podchodzenia do lądowania maszyna zatoczyła krąg i straciła łączność z wieżą kontroli lotów. Ratownicy zastali już płonący kadłub samolotu. Według raportów nikt nie przeżył katastrofy.
Do katastrofy lotniczej doszło również w lipcu ub.r. Bangladeszu w lipcu, kiedy wojskowy rosyjski samolot F7 uderzył w szkołę w stolicy kraju Dhace. W katastrofie zginęło 16 osób, w tym pilot. Odnotowano też ponad 100 rannych.
ZOBACZ: Rosyjskie miasta zapłoną. Ogromne wsparcie z Czech dla Ukrainy
Na problemy rosyjskiego lotnictwa cywilnego i wojskowego wskazywano jeszcze przed rozpoczęciem przez Moskwę pełnoskalowej wojny przeciwko Ukrainie. W styczniu 2022 r. jeden z największych dzienników w Rosji "Moskowskij Komsomolec" oceniał, że problemy lotnictwa wojskowego obnażono już podczas operacji wojskowej w Kazachstanie. Moskwa wysłała wtedy do kraju wojskowymi samolotami 3 tys. żołnierzy, którzy mieli opanować sytuację w związku z masowymi protestami spowodowanymi nagłym wzrostem cen gazu LPG.
Do Kazachstanu przybyło kilkadziesiąt wojskowych samolotów transportowych Ił-76 i parę maszyn An-124 Rusłan. Niewymieniony z nazwiska rozmówca rosyjskiej gazety wskazywał wówczas, że kraj produkuje obecnie nawet trzykrotnie mniej maszyn transportowych rocznie niż powinien. Jak zauważył, przy obecnych możliwościach produkcyjnych powinno się wypuszczać przynajmniej 12 samolotów w ciągu roku, co i tak jest liczbą mocno odbiegającą od najlepszych lat rosyjskiego lotnictwa wojskowego. Jak przypomniał, były czasy, gdy zakład produkujący samoloty Ił-76 wypuszczał nawet 72 takie maszyny.
Problemy Rosjan. Odwoływane loty i awaryjne lądowania
Podobne ograniczenia występują w lotnictwie cywilnym. Dość w wspomnieć, że z 15 rosyjskich samolotów pasażerskich planowanych do dostarczenia w 2025 r. udało się przekazać tylko jeden.
Problemy rosyjskiego sektora lotniczego pogłębiły się po nałożeniu sankcji. Już po kilku miesiącach wojny w Ukrainie Moskwa była zmuszona przywrócić nieużywane od dawna samoloty pasażerskie An-148. Problemem jest m.in. brak legalnego dostępu przewoźników do części zamiennych, które pochodziły z państw zachodnich.
ZOBACZ: Ukraińcy w końcu pokazali, kto produkuje dla nich wojskowe cysterny
Sytuacja jest na tyle poważna, że we wrześniu ub.r. Rosja zwróciła się do Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego (ICAO) z prośbą o złagodzenie wymogów dotyczących utrzymania zdatności do lotu maszyn Boeing i Airbus.
Kolejnym ciosem w rosyjski sektor lotniczy okazała się wojna w Iranie. Wywołany przez konflikt na Bliskim Wschodzie kryzys paliwowy zmusił przewoźników do wprowadzenia ograniczeń w tankowaniu samolotów. Powoduje to duże opóźnienia i odwoływanie lotów. Bywa, że rosyjskim samolotom paliwo kończy się jeszcze w trakcie kursu, przez co piloci są zmuszeni do awaryjnych lądowań.
Czytaj więcej
Read the full article at Polsat News →