Prawa autorskie: Foto Ludovic MARIN / AFP Foto Ludovic MARIN /...
16 czerwca 2026
Relacje polsko-ukraińskie uległy ochłodzeniu, kwestie historyczne znowu okazały się silniejsze niż strategiczne wyzwania. Ale czy rzeczywiście chodzi o przeszłość? Czy to raczej zapowiedź rywalizacji o przyszłość regionu oraz Europy, w której i Polska, i Ukraina chcą odgrywać kluczową rolę?
Po wybuchu pełnoskalowej wojny Rosji przeciwko Ukrainie w lutym 2022 roku Polska szybko stała się prymusem, gdyż zaangażowała się z niezwykłą energią we wsparcie dla zaatakowanego sąsiada. Pomoc humanitarna, dostawy ciężkiego sprzętu wojskowego, wsparcie dyplomatyczne miały w pierwszych miesiącach wojny wielkie znaczenie dla skuteczności ukraińskiego oporu. Nie mamy w tej sprawie wątpliwości i słusznie. Ukraińcy tego nie kwestionują.
Czy równie słusznie mamy prawo domagać się od Ukraińców wdzięczności za tę pomoc? I jej aktywnych wyrazów, choćby w formie większej uległości wobec polskich roszczeń dotyczących historii, ekshumacji i pochówków ofiar tejże historii czy też innych gestów?
Ukraińcy za pomoc dziękują, przypominają jednak, że Polska, a także inne europejskie kraje angażujące się we wsparcie, pomagając Ukrainie, w istocie najbardziej pomagają sobie. Dlaczego? Bo w sumie stosunkowo niewielkim kosztem, jeśli odnieść go do PKB, kupują polisę ubezpieczeniową od ryzyka wojny z Rosją.
W 2021 roku Władimir Putin określił cele przyszłej wojny: chodzi o rewizję ładu europejskiego i szerzej, światowego, w tym podporządkowanie Ukrainy oraz ograniczenie suwerenności państw byłego bloku wschodniego poprzez zmniejszenie obecności infrastruktury i personelu NATO.
To, że Putin uzyskał odwrotny efekt, bo do NATO dołączyły Szwecja i Finlandia, nie zmienia jego początkowych zamiarów. Rosyjski dyktator nie zmienił swoich celów i powtarza, że jest na wojnie z Zachodem. Lub raczej, jak mówią rosyjscy propagandziści, broni Rosji przed zachodnią agresją.
Spektakularną ilustracją tego zagrożenia okazały się naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony we wrześniu 2025 roku i późniejsze podobne próby w innych krajach europejskich. Polska uruchomiła działania NATO w ramach artykułu 4. Traktatu Północnoatlantyckiego, zadziałały wspólne procedury, Sojusz dowiódł, że istnieje i jest w stanie bronić swoich członków. Tym samym potwierdził założenia polskiej polityki bezpieczeństwa opartej na przynależności do sojuszy, w pierwszej kolejności do NATO i w drugiej, jeśli chodzi o bezpieczeństwo, do Unii Europejskiej.
Zasadnicze znaczenie mają w tym układzie relacje ze Stanami Zjednoczonymi jako faktycznie jedynym rzeczywistym zewnętrznym gwarantem bezpieczeństwa. Gwarantem wewnętrznym mają być Siły Zbrojne rozwijane po wybuchu wojny z dużą intensywnością i wielkim nakładem środków. Na ile właściwie wykorzystujemy te środki, niech oceniają eksperci. W każdym razie intencje Polski, wolę elit politycznych i społeczne poparcie dla wzmacniania potencjału wojskowego dostrzegają zachodni partnerzy. Z prymusa w kategorii wydatków na zbrojenia wyrastamy na kluczowy element przyszłej, powojennej architektury europejskiego bezpieczeństwa na wschodniej flance.
Co z Ukrainą? Czy powstrzymując rosyjską armię od ponad czterech lat, rzeczywiście chroni Polskę i Europę przed Rosją? Czy raczej poprzez angażowanie europejskich partnerów w pomoc stwarza realne zagrożenie eskalacji i wciągnięcia ich bezpośrednio do wojny?
Pytanie o eskalację obecne jest od początku agresji. Podejmował je prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden, stopniowo dawkując dostawy coraz bardziej zaawansowanego uzbrojenia i poszerzając zgodę na jego wykorzystanie. Podobnie podejmował je kanclerz Niemiec Olaf Scholz, gdy nie zgadzał się na dostawę systemów rakietowych Taurus.
Stanowisko polskiej polityki dobrze wyraził Donald Tusk we wrześniu 2025 roku, podczas otwarcia Warsaw Security Forum „Wojna w Ukrainie, czy to się komuś podoba, czy nie, to jest też nasza wojna”.
Zdanie to jednak należy czytać razem z uzupełnieniem, czyli deklaracją, że Polska nie wyśle do Ukrainy żołnierzy w ramach ewentualnej misji stabilizacyjnej.
Tak więc to jest nasza wojna, ale na tej wojnie nie jesteśmy.
Nie chcemy, żeby Rosja tę wojnę wygrała, bo przegra i Polska, i Europa, i Zachód, więc pomagamy Ukrainie. Chcemy jednak za wszelką cenę wojny z Rosją uniknąć, więc pomagamy tak, by do wojny nie dać się wciągnąć.
W tej optyce percepcja polskiej pozycji strategicznej w Polsce i w Ukrainie jest odmienna. Ukraińcy są przekonani, że zapewniają Polsce i krajom regionu bezpieczeństwo, powstrzymując rosyjską armię. To prawda, nikt nie kwestionuje znaczenia tego powstrzymywania i kosztów, jakie za nie płacą Ukraińcy.
Zarazem jednak wojna w Ukrainie ilustruje niebezpieczeństwo, do jakiego Polska i inne kraje muszą się przygotować, z uwzględnieniem każdego możliwego scenariusza zakończenia wojny.
W tym momencie pojawia się zasadnicza asymetria między percepcją wojny w Ukrainie i w Polsce. Dla Ukraińców wojna przeciwko Rosji…
Read the full article at OKO.press →