Prawa autorskie: Fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.pl Fot. Robert Kowalews...
10 czerwca 2026
Unijne rozporządzenie obowiązuje od trzech tygodni, a krajowych przepisów, jak nie było, tak nie ma. W rządzie są dwa stanowiska, a w Sejmie jeszcze więcej, bo większość polityków boi się zarzutu o „nadmierną regulację”. Za to mieszkańcy zamiast na polityków wkurzają się na turystów
„W tygodniu klatka widmo, w weekend imprezowe piekło” – tak swoje doświadczenia opisuje Bartek, mieszkaniec warszawskiej Pragi Północ. W nowych apartamentowcach na ul. Kijowskiej, wklejonych pomiędzy stare kamienice należące do miasta, prawie nie ma stałych mieszkańców. „Często zdarza się, że przez kilka dni nie spotykam tu nikogo, jak w jakimś horrorze. Muszę iść do Żabki, żeby mieć kontakt z drugim człowiekiem” – opowiada nam Bartek.
Im bliżej weekendu, tym większy ruch – kółka walizek toczą się po korytarzach, słychać języki z całego świata, muzyka dudni do późnych godzin, słychać dźwięk tłuczonego szkła. „Nikt nie szanuje wspólnej przestrzeni, skoro jest tylko przejazdem. Śmietniki są w strasznym stanie. Nie raz zdarzało się mi się też zgłaszać, że ktoś po pijackiej nocy wybrudził klatkę lub windę wymiocinami. Nie mówiąc o tym, że dziwnie czuję się z myślą, że kody do mojej bramy ma pewnie pół miasta – to kurierzy dowożących po nocy pizzę” – opowiada Bartek. „Nie mam nic przeciwko turystom odwiedzającym stolicę. Tylko że nie wprowadzałem się tutaj, za rzekę, żeby mieć atmosferę hostelu. Liczyłem na zwyczajne sąsiedztwo – czasem mniej, czasem bardziej upierdliwe, ale na pewno nie takie” – dodaje.
Podobnie historie od lat opowiadają mieszkańcy Krakowa – pierwszego skolonizowanego przez turystów miasta w Polsce. Jeśli mieszkasz tam w centrum miasta, na pewno dawno nie przespałeś nocy. A dyskoteki i bary już dawno zastąpiły twoje ulubione sklepy spożywcze. W Warszawie o problemach z ciągle zmieniającymi się sąsiadami alarmowali nieliczni już mieszkańcy ul. Chmielnej w samym centrum Warszawy. I nic dziwnego, skoro z roku na rok stolica bije rekordy odwiedzin turystów . W 2025 roku było ich aż 21 mln, z czego 12 mln spędziło w Warszawie co najmniej jedną noc.
Praga Północ, na której mieszka Bartek, znajduje się na drugim brzegu Wisły. Do niedawna była traktowana jako jeden z najmniej atrakcyjnych punktów na mapie miasta, jednak od kilku lat przechodzi ekspresową gentryfikację. Wraz z tym procesem rośnie nie tylko liczba modnych kawiarni i rzemieślniczych sklepów na metr kwadratowych, ale też mieszkań, które służą tylko pod najem krótkoterminowy.
Jak opowiada Bartek, gdy w tygodniu spaceruje wieczorami po okolicy, światła palą się w coraz mniejszej liczbie okien. „Kiedyś próbowałem liczyć, ile mieszkań, które powinny być dla nas, mieszkańców, jest w szarej strefie. Zgubiłem się po dwóch przecznicach” – mówi mieszkaniec warszawskiej Pragi. „Zawsze podobał mi się ten miks mieszkańców – lokatorów z mieszkań komunalnych, trochę freaków. To tu miałeś pod nosem szewca, krawcową, sklepik z niemiecką chemią, prawdziwy lumpeks. Teraz ulice podzielone są na pół: pół do życia ze starą tkanką miejską, druga połowa przerobiona pod alternatywną dzielnicę dla turystów i klasy średniej” – dodaje Bartek.
Gentryfikacja to skomplikowany proces rozpisany na wielu aktorów, ale turystyka w tej nowej odsłonie odgrywa w nim ogromną rolę.
Gigant w pośredniczeniu usług najmu krótkoterminowego, czyli platforma Airbnb, co najmniej od dekady nie ukrywa, że w ich modelu biznesowym wcale nie chodzi o dzielenie się wolnym materacem czy kanapą w nurcie sharing-economy, tylko o maksymalizację zysków z usług turystycznych.
Pod koniec maja podczas dorocznej prezentacji produktowej w San Francisco firma ogłosiła wprost, że ma ambicje, by stać się „Amazonem branży turystycznej”. Oprócz pośredniczenia w wynajmie prywatnych nieruchomości, ich oferta będzie uwzględniać wynajem butikowych hoteli, wypożyczenie auta, dostawy zakupów spożywczych, czy przechowalnie bagażu.
A w Polsce wciąż nie doczekaliśmy się rozwiązań, które ucywilizują ten dziki rynek.
20 maja 2026 zaczęło za to obowiązywać unijne rozporządzenie, które nakłada na kraje członkowskie obowiązek gromadzenia i udostępniania danych dotyczących lokali najmu krótkoterminowego. Nowe przepisy wymagają m.in. nadawania numerów identyfikacyjnych mieszkaniom i domom, które trafiają na rynek turystyczny. Platformy typu Airbnb, Booking czy Otodom będą musiały dzielić się informacjami o ofertach i transakcjach. Tak, aby mógł powstać centralny wykaz obiektów usługowych, a właściciele lokali byli zobowiązani do płacenia podatków.
Polska wciąż pracuje nad dostosowaniem krajowych przepisów do europejskich wymogów. Obowiązuje więc okres przejściowy – nowe obowiązki już są, ale tylko w teorii, bo nie ma ich jak egzekwować.
Jak zapowiedział wiceszef resortu sportu i turystyki Ireneusz Raś, konkrety zobaczymy najwcześniej po wakacjach. W Sejmie są bowiem dwa projekty ustaw, które wyszły z różnych części rządu. Pierwszy , przygoto…
Read the full article at OKO.press →