Dino zawiesiło internetową sprzedaż roślin. Nie wiadomo, co dalej z projektem
W 2025 r. na stronie internetowej Dino pojawiła się informacja o sprzedaży roślin online w ramach projektu eDino Ogród. Aktualnie brak jest jednak informacji na ten temat, a witryna internetowa projektu nie działa. Na sprawę zwraca uwagę PortalSpożywczy.pl.
Nie wiadomo, co dalej z projektem eDino Ogród
W ubiegłym
roku od kwietnia aż do zakończenia sezonu ogrodowego na stronie internetowej
Dino klienci mogli znaleźć zakładkę eDino Ogród. Po jej kliknięciu byli
przekierowywani do osobnego serwisu pod adresem kwiaty.marketdino.pl. Mieli tam możliwość zakupu
przede wszystkim roślin ogrodowych i domowych.
W ofercie
eDino Ogród, jak przypomina PortalSpożywczy.pl, postawiono na model click &
collect. Oznacza to, że klienci kupujący rośliny przez wspomnianą stronę
internetową finalizowali zakup płatnością z góry (poprzez m.in. Przelewy24,
karty płatnicze, Google Pay oraz BLIK). Następnie wybrane przez nich rośliny
trafiały do wybranego marketu Dino na terenie Polski, a nie bezpośrednio do
domu czy do automatu paczkowego. Średni czas realizacji zamówienia wynosił dwa
dni.
Czytaj więcej
Co dalej
z eDino Ogród? Czy internetowa sprzedaż roślin w Dino powróci?
Aktualnie
klienci nie mogą korzystać z eDino Ogród, ponieważ strona internetowa będąca
podstawą usługi, od dawna nie działa. „W sieci trudno znaleźć aktualne
komunikaty Dino dotyczące kontynuacji projektu, jego zawieszenia albo
ewentualnego powrotu w nowej formule” – zauważa PortalSpożywczy.pl.
Jednocześnie zastanawia się, czy eDino Ogród był jedynie eksperymentem
trwającym jeden sezon, czy jednak projektem, który jeszcze powróci.
Sprawa jest
tym bardziej zastanawiająca, że sieć Dino od dawna była ceniona przez klientów
za atrakcyjną i interesującą ofertę roślin. Wiele osób doceniało konkurencyjne –
wobec oferty sklepów ogrodniczych – ceny i szeroki wybór roślin w Dino. Sama
sieć podkreślała, że stawia na starannie wyselekcjonowane okazy.
Czytaj
więcej: Dino wycofało się po cichu. Po projekcie nie został niemal ślad
Read the full article at Rzeczpospolita →