Nikol Paszynian, aktualny premier Armenii, wygrał wybory parlamentarne w 2026 roku, zapewniając sobie trzecią kadencję w funkcji szefa rządu. Jego partia, Umowa Społeczna, zdobyła 49,83 procent głosów, co przekłada się na 64 mandaty w 105-mandatowym parlamencie. To wystarczy, aby uzyskać większość parlamentarną, umożliwiającą uchwalanie ustaw konstytucyjnych, choć nie zmianę samej Konstytucji. Zwycięstwo Paszyniana było postrzegane jako kluczowy moment w relacjach Armenii z sąsiadami i mocarstwami międzynarodowymi, szczególnie w kontekście długotrwałej walki o lojalność kraju wobec Rosji czy Zachodu.
W nowym parlamencie zasiądą dwie główne opozycyjne siły: partia "Silna Armenia" Samwela Karapetiana, która zdobyła 23,28 procent głosów i 29 mandatów, oraz "Sojusz Armenia" Roberta Koczariana, zdobywająca 9,93 procent i 12 mandatów. Trzecia opozycyjna siła, "Kwitnąca Armenia" Gagika Carukiana, nie przekroczyła obowiązującego czteroprocentowego progu wyborczego, więc nie uzyskała miejsca w parlamencie. Wszystkie te partie reprezentują prorosyjską opozycję, która wciąż pozostaje znaczącą siłą polityczną w Armenii.
Wybory w Armenii odbyły się 7 czerwca 2026 roku z frekwencją bliską 59 procent, co oznacza wzrost o dziesięć punktów procentowych w porównaniu do wyborów w 2021 roku. Na wyborach brało udział 16 partii i dwie koalicje. Proces wyborczy był intensywnie monitorowany zarówno przez lokalne instytucje, jak i międzynarodowe obserwatorze, którzy zauważyli liczne oskarżenia o kupowanie głosów. Komitet śledczy ogłosił aresztowanie dziewięciu osób w związku z 59 postępowaniami karnymi dotyczącymi naruszeń prawa wyborczego. Ponadto, Komitet Antykorupcyjny i Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowały o udaremnieniu procederu siedmiu osób związanych z partią "Silna Armenia", którzy próbowali przekupić 45 wyborców za łączną kwotę 20,5 tys. dolarów w prowincji Kotajk.
Dzień przed wyborami, Prokuratura Generalna złożyła wniosek do Centralnej Komisji Wyborczej o wydanie nakazu aresztowania Davida Ghaziniana, byłego szefa Sieci Elektrycznych Armenii, za nakłanianie do przestępstw majątkowych. W ramach przedwyborczej kampanii informacyjnej, władze ostrzegały wyborców, że za przyjmowanie korzyści majątkowej za obietnicę oddania głosu na konkretnego kandydata grozi kara pozbawienia wolności na 7 lat. Ulotki z tą informacją były wręczane przylatującym na wybory do kraju Ormianom.
Paszynian ogłosił swoje zwycięstwo po podliczeniu ledwie 10 procent głosów, co wywołało oburzenie opozycji. O godzinie 20 zamknęły się lokale wyborcze i rozpoczął się proces liczenia głosów. Podczas konferencji prasowej o godzinie 2 rano Paszynian wyraził nadzieję, że jego zwycięstwo będzie miało "pozytywne reakcje z Turcji i Azerbejdżanu". Obiecał zbliżenie z Zachodem i utrzymanie stosunków z Rosją. Dodał, że "trójgłowa partia wojny (Karapetian, Koczarian i Carukian) została pokonana".
Paszynian zapowiedział, że jego rząd będzie działał na rzecz dalszego zbliżenia z Unią Europejską i otworzenia unijnego rynku dla armeńskich produktów rolnych. Zapowiedział również 50 mln euro pomocy finansowej z Brukseli i apelował do Turcji o otwarcie granic, deklarując chęć zakończenia sporów wynikających z ludobójstwa Ormian przez Imperium Osmańskie. Oznajmił, że ostateczna treść umowy pokojowej z Azerbejdżanem jest już gotowa i wyraził nadzieję na jej szybkie podpisanie.
W kontekście relacji z Rosją, wybory w Armenii były dla Kremla szansą na utrzymanie kraju w swojej orbicie wpływów. Do walki z Paszynianem stanął Samwel Karapetian, miliarder i lider partii "Silna Armenia", który oficjalnie znajduje się w areszcie domowym i nie może opuszczać Armenii. Z danych Komitetu Antykorupcyjnego wynika, że niektórzy działacze tej partii próbowali "kupować" głosy wyborców. Z powodu takiej działalności na rzecz różnych ugrupowań w kraju zatrzymano niemal 200 osób.
Armenia jest jednym z krajów, gdzie 35 procent wymiany handlowej przypada na Rosję. W ostatnich tygodniach Kreml szantażował Armenię, zakazując importu szeregu towarów, w tym kwiatów, warzyw, owoców, wody mineralnej i niektórych napojów alkoholowych. Władimir Putin sugerował, by Armenia jasno określiła, po której stronie chce stanąć: Rosji czy Zachodu, przypominając, że próby zbliżenia Ukrainy do Unii Europejskiej doprowadziły do wybuchu "specjalnej operacji wojskowej". Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko stwierdził, że Armenia jest krajem nikomu do niczego niepotrzebnym, a jej obywatele powinni dokonać racjonalnego wyboru.
Armeński politolog Stepan Grigorian ocenił, że wynik wyborów jest odpowiedzią narodu Armenii dla Władimira Putina. W ten sposób ludzie w kraju zareagowali na szantaż Kremla. Putin chciał odpowiedzi i ją otrzymał – Armenia chce iść do Europy. To decyzja, która może mieć długofalowe skutki dla relacji Armenii z Rosją i Zachodem.
★
Keep the news honest.
ObjectiveNews is reader-funded and ad-free — we show you the bias instead of hiding it. Support independent journalism for €5/month.
Become a Supporter